Gdzieś na granicy, między jawą a snem,
zaistniał na moment wiersz krótki ten.
Co Księżyc myśli, gdy jest w górze tam?
Wejdź podróżniku - przekonaj się sam...
No to się porobiło! Jesper Strömblad - założyciel sławetnego In Flames - zdecydował rozstać się z zespołem, który współtworzył przez 17 lat. Dlaczego tak się stało, do końca nie wiadomo. Jasnej i klarownej odpowiedzi próżno szukać na oficjalnej stronie, aczkolwiek przychodzi mi do głowy tylko jedno wytłumaczenie: Jesper miał dość kierunku, w jakim od kilku już lat sukcesywnie podążał zespół. Nie wydaje mi się bowiem, aby ktoś, kto tworzył esencję prawdziwej muzyki death metalowej za dawnych czasów, naprawdę jarał się jałowym, metalcore'owym, rockowym czy whatthefuck'owym substytutem dawnej potęgi.
Tak, tak - In Flames stał się ofiarą ogarniającego rynek muzyczny konformizmu, tworząc płyty coraz bardziej nastawione pod niedzielnego słuchacza MTV. I żeby jak były one dobre w swoim gatunku, i żeby ile "nagród za najlepszy szwedzki album ostatniego dziesięciolecia" dostawały, nie zmieni to faktu, że ktoś popierdolił jednego fana, zyskując na tym pięciu nowych. Tak rośnie chwała, tak zarabia się pieniądze, tak wreszcie rozmienia się na drobne.
A co do Jespera, żeby już nie przelewać swoich pseudo-żalów niepocieszonego fana dawnej twórczości, niech mu się wiedzie. Być może to chwilowe problemy osobiste, wie to zapewne tylko garstka wtajemniczonych. I niech tak zostanie. Jak będzie chciał wrócić, niech wraca. Jak będzie chciał stworzyć coś własnego, niech tworzy. Jak już się wypalił... cóż, 17 lat "W Płomieniach" mogło zrobić swoje.
Każdy kij ma dwa końce... Wszystko ma swoje plusy i minusy... Każdy człowiek ma dwa oblicza...
Jakie? Jedno dla otoczenia, przyziemne, materialne, znormalizowane przez ludzi dookoła.
Drugie, to bardziej mistyczne, skierowane do wewnątrz, dla siebie, skrywające odzwierciedlenie ciemniejszej strony duszy, fascynacji tym, co będzie po tym życiu, tym, co dla jednych jest sacrum, a dla drugich profanum.
Czemu taki tytuł bloga? In The Groves Of Death, to tytuł utworu fińskiego zespołu metalowego - Insomnium. Utworu, który na przestrzeni ostatnich lat wdarł się w moje serce najgłębiej.
Czemu taki tytuł wpisu? Gdyż ludzkość rozdarta została pomiędzy dobrem i złem przez istniejące religie i wierzenia. Czy można z góry zakładać, że coś jest dobre, a coś złe? To co dla jednych jest dobrem, dla innych może być złem. To co dziś uważamy za dobre, jutro może być złe - i na odwrót. Ktoś powiedział kiedyś, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Może dlatego wszystkiemu przyglądam się zawsze z góry. A przynajmniej się staram.
Czemu taki obrazek powyżej? Bo symbol yin/yang zawiera w sobie wszystko, czego dotyczy ten wpis. Nie ma dobra bez zła - nie ma zła bez dobra. Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył, ta symbioza dwóch pierwiastków utrzymuje równowagę w całym naszym życiu i bez niej bylibyśmy skazani albo na istny chaos, albo na całkowitą niewolę. Dzięki niej mamy wybór.
A tak zupełnie na marginesie, miło się złożyło, bo moim dalekowschodnim znakiem zodiaku jest właśnie tygrys.
Czemu nawiązanie do Księżyca w wierszu na samej górze? Mój nick na większości portali internetowych to Moonshield. Wiąże się to też z piosenką i jej tekstem, ale ma odbicie również w symbolice. Księżyc ma dwie strony. Jedną oświetloną, widoczną dla ludzi. Drugą spowitą mrokiem, którą zawsze chowa dla siebie.
O czym będę tutaj pisał? Zobaczymy. Na pewno duża część, w różnej formie, będzie poświęcona muzyce metalowej. Być może pojawi się od czasu do czasu jakiś wiersz, coś o alternatywnych poglądach religijnych, sprawach mniej oczywistych i być może dla wielu - kontrowersyjnych. Przyszłość jest zagadką, a czas ją rozwikła.
Ocena albumu zależy jedynie od moich odczuć. Z natury staram się być obiektywny, ale wszystko jest kwestią gustu. W niektórych gatunkach muzycznych czuję się lepiej i moja wiedza w ich zakresie jest większa (np. melodyczne odmiany death i black metalu). W tych mniej osłuchanych gatunkach ocena będzie bardziej subiektywna, aczkolwiek zdarzy mi się nie raz dodać małą notkę w stylu "fani tego gatunku mogą do oceny dodać 2 oczka". Mniej więcej tak się to właśnie przekłada na rzeczywistość i o takich zależnościach będę informował przy każdej recenzji. Oceny są zawsze ściśle powiązane z gatunkiem. Przykładowo: ocena 9 dla albumu z jednego gatunku nie znaczy, że album jest wg mnie (!) lepszy od tego, który dostał ocenę 8 w innym gatunku. Muzyka muzyce nie równa - każdy gatunek inaczej do mnie przemawia.